Zadzwonił do Rysia.
- Cześć Rysiek, mówi Michał, mam wielką prośbę do ciebie, kolejną zresztą, nie wyjdę dzisiaj, były małe komplikacje czy coś i operowali mnie jeszcze raz. Dopiero jutro będę mógł się wypisać.
- Michał, biorę Lucynę i jedziemy do ciebie... - mówi zdenerwowany Ryś
- Nie, proszę cię, tylko jej nic nie mów, jutro się wypiszę i załatwię wszystko. To tylko jeden dzień poślizgu....
- Jak ty sobie to wyobrażasz? Co ja mam powiedzieć twojej siostrze i Lucynie? Co ty kombinujesz?
- Nie wiem, coś wymyślisz (pielęgniarka mówi, żeby Michał kończył rozmowę), tylko błagam nie przyjeżdżajcie do szpitala, muszę kończyć, narazie.
- Na dzisiaj koniec telefonowania - odrzekła pielegniarka.
- Przecież ja jutro wychodzę - mówi Michał.
- Kto to panu powiedział?
- Muszę jutro wyjść ze szpitala, chociażby na własne życzenie.
- Ale wie pan, że przeszedł poważną reoperacje?!
- Tak wiem, ale muszę jechać jutro pilnie do Warszawy, zresztą już tam powinienem być.
- Jak pan chcę, teraz proszę odpoczywać, jest pan jeszcze słaby - powiedziała i odeszła od łóżka Orlicza.
Była godzina 12:00. Michał zasnął. Tymczasem Rysiek musiał coś wymyślić. Zadawał sobie pytanie: "Co tu zrobić? Co im powiedzieć?". Odpowiedź była bardzo trudna. Po długim myśleniu, w końcu wiedział co zrobi. Podszedł do Lucyny, która siedziała przy biurku i po chwili mówi:
- Michał dzwonił do mnie i powiedział mi, że wyjdzie jednak ze szpitala pojutrze, bo chcą zrobić dla pewności wszystkie badania.
- Jedźmy do niego, on na pewno tylko tak mówi, żebyśmy się nie martwili - odrzekła zaniepokojona Lucyna.
- Lucuś, daj mi skończyć - mówi Ryś - to nawet dobrze, bo będziemy mieli więcej czasu na przygotowanie imprezy dla Michała.
- Tak myślisz?
- Tak. I naprawdę nic się nie martw, z Michałem wszystko ok. Ze spokojem będziemy mogli przygotować.
- No dobra.
Na komendzie zadzwonił telefon. Rysiek odebrał.
- Podaj adres. Ok. Dzięki. Będziemy za dziesięć minut. Narazie. - odłożył słuchawkę. - Lucuś mamy sprawę. Jedziemy na ul. Akacjowa 54, mamy porwanie dziecka. No to narazie nici z przygotowań...
- A co ze sprawą Michalskiego?! - pyta Lucyna
- Prokuratura się nim zajmie, my już zrobiliśmy co do nas należało. Mam nadzieję, że dostanie dożywocie.
- Ja też - odparła Lucy - no dobra, to jedźmy.
I pojechali do wskazanego miejsca. Wysiedli z samochodu, Alex od razu pobiegł 'zbadać' teren. Rysiek pyta policjanta:
- Kto zgłosił porwanie dziecka?
- Matka dziewczynki, nazywa się